Czy porządek jest lepszy od bałaganu?

Czy porządek jest lepszy od bałaganu?

Temat porządku i bałaganu to dość sporna kwestia. Od dawna prowadzone są badania na ten temat, a ich wyniki są od siebie bardzo różne. Niektóre poradniki mówią, że nasze funkcjonowanie poprawi się kiedy uporządkujemy nasze otoczenie. Inne podkreślają, że bałagan wcale nie jest taki zły, a nawet działa bardzo pozytywnie, ponieważ rozwija naszą kreatywność. Komu wierzyć?

Od pewnego czasu w telewizji obserwuję wysyp programów, które uczą nas porządku. Kamera odwiedza mieszkania osób, które nie mogą sobie poradzić z bałaganem i nie potrafią albo nie chcą sprzątać. Czasem można na to patrzeć z niedowierzaniem. Później przychodzi czas na gorzką lekcję i naukę dbania o porządek. Dom musi lśnić inaczej nie przejdzie testu białej rękawiczki. Czy nie jest to popadanie ze skrajności w skrajność? Nie toleruję syfu, ale nie czuję potrzeby pucowania okapu po każdym gotowaniu.

Nie mam problemu ze sprzątaniem i myciem, ale nie przepadam za układaniem, segregowaniem i odkładaniem rzeczy na miejsce. Bałagan tworzy się bardzo szybko, dlatego jeśli nie okiełznamy go za wczasu, to później potrzeba trochę czasu na sprzątanie. Najlepszą metodą jest robienie wszystkiego od razu – podczas gotowania sprzątać to co się da, po obiedzie od razu umyć naczynia albo włożyć je do zmywarki, ścierać zabrudzenia. Powinniśmy także wdrożyć zasadę odkładania przedmiotów na swoje miejsce i nauczyć się regularnej segregacji rzeczy. Te zasady nie są bardzo męczące, a w dużym stopniu hamują rozwój bałaganu.

Bałagan czy porządek?

Teoria chaosu

Podobno Albert Einstein kiedyś powiedział: „Jeżeli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?”. Cytat jest dość kontrowersyjny i tłumaczony na wiele sposobów. Bałaganiarze mają swoje rozumienie, a osoby, które lubią porządek swoje. Co myślał Einstein? Warto obejrzeć zdjęcia jego biurka. Dodam, że miejsce pracy Marka Twaina oraz Steve’a Jobsa wyglądało bardzo podobnie. Nieporządek czasem nie ma nic wspólnego z lenistwem. Okazuje się, że bałaganiarze to bardzo często osoby pracowite, a także zdolne, kreatywne i obdarzone dużą wyobraźnią. Pochłonięci pracą nie zwracają uwagi na otoczenie.

Shame on you!

W mediach często przedstawiany jest obrazek tego, jak nasz dom powinien wyglądać. Nieposprzątane wnętrza pokazywane są zazwyczaj w bardzo złym świetle. Oglądając takie zdjęcia czujemy dyskomfort. Obwiniamy się, bo nasze mieszkania nie zawsze lśnią jak w reklamie. Największe wyrzuty sumienia mają osoby, które nie potrafią poradzić sobie z bałaganem. Nie wspominając o przerażeniu, ktróre pojawia się u nich, kiedy przychodzą niespodziewani goście. Obawiają się przede wszystkim tego, że zostaną nazwani leniami. Każdy z nas ma inną tolerancję na bałagan, a także inaczej rozumie porządek. Jeśli nie jest to wskazane, to powinniśmy zachować własną opinię dla siebie.

Nie przeginaj

Podejście do bałaganu lub porządku może powiedzieć wiele o kondycji psychicznej człowieka. Często osoby z depresją lub dużymi problemami zamykają się w mieszkaniu i dosłownie „zarastają brudem”. Nie zwracają uwagi na to co ich otacza, ponieważ żyją w swoim świecie. W tym przypadku nie można bagatelizować takiego zachowania. Nie wystarczy sama pomoc w sprzątaniu, tutaj należy zwrócić się do specjalisty. Skrajnym przypadkiem jest także postawa dążąca do idealnego porządku tzw. pedanteria. Osoba, która na rzecz perfekcyjnego otoczenia rezygnuje z odpoczynku, a także zaniedbuje życie rodzinne i towarzyskie, również może przejawiać problemy psychiczne.

Stuffocation - więcej nie znaczy lepiej

Stuffocation – więcej nie znaczy lepiej

Po ostatniej przeprowadzce zdałam sobie sprawę, że zbieram niepotrzebne przedmioty i liczne „przydasie”. Od tamtej pory przed zakupem czegoś nowego zastanawiam się czy faktycznie będę z tego korzystać. Nie lubię kiedy mieszkanie jest zagracone, dlatego zminimalizowałam liczbę dekoracji. Na półkach nie stawiam już maleńkich figurek i obrazków, a liczne prezenty i pamiątki wylądowały w pudełku. Najlepiej sprawdzają się u mnie zabudowane meble, ponieważ nie mam pokusy, aby układać na półkach nowe bibeloty. Dobrze czuję się w tzw. artystycznym nieładzie, ale teraz staram się go ograniczyć jedynie do łączenia żywych kolorów i nietypowych wzorów.

Stuffocation to problem, który rodzi się z dużej ilości przedmiotów, które nas otaczają. Chętnie kupujemy produkty, które w naszym mniemaniu są dla nas niezbędne. Później cieszymy się z nich tylko chwilę, zapominamy i przestajemy z nich korzystać. Tak naprawdę niewiele z nich ma dla nas prawdziwą wartość. Twórcą terminu stuffocation jest James Wallman, który wydał książkę o tej samej nazwie. Autor zachęca do inwestowania w doświadczenia zamiast w zbędne rzeczy materialne.


W moim życiu zawsze panował kontrolowany bałagan, chociaż na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Zdarzały się dni, że coś się wymknęło spod kontroli, ale zawsze byłam w stanie uprzątnąć wszystko w 5 minut. To z czym od dawna walczyłam, to rosnąca ilość przedmiotów w moim otoczeniu. Moje szuflady i szafki wypełnione były po brzegi rzeczami, które nigdy nie doczekały się wykorzystania. Bibeloty zamiast dekorować wprowadzały chaos i szybko się kurzyły. Teraz nie mam litości – nie kupuję pod wpływem chwili, nieużywane przedmioty oddaję, a wyrzucam te nie nadające się do naprawienia.

Wybieranie skrajności nie jest najlepszym rozwiązaniem, dlatego każdy z nas powinien odnaleźć swój złoty środek. Pamiętajmy, że zawsze istnieje zdrowy bałagan i chory porządek!

Jestem ciekawa waszej opinii w temacie bałaganu i porządku. Po której stronie się znajdujecie?

  • Z jeden strony lubię porządek – w kuchni, salonie, łazience, sypialni. Z drugiej strony w moim „gabinecie” uwielbiam chaos. Lepiej mi się wtedy pracuje. Oczywiście nie mówię o jakimś niesamowitym bałaganie, ale o stertach książek, papierów itd. Mam własny system i zawsze wiem czego gdzie szukać 🙂

    • Zupełnie jak u mnie! Teraz moje miejsce pracy jest w salonie i w sypialni, dlatego muszę kontrolować bałagan.

  • No właśnie! Najważniejszy jest umiar i zachowanie zdrowego balansu 🙂

  • Jeszcze w liceum na moim biurku panował artystyczny nieład 🙂 a jak w końcu brałam się za jego ogarnięcie, to później nie mogłam nic znaleźć 😉 Później miałam okres, kiedy nie napiłam się kawy, jeśli nie posprzątałam. Teraz staram się dbać o porządek, ale przy małych ciekawskich rączkach, to syzyfowa praca i czasem wolę usiąść z dzieckiem na dywanie i się pobawić, niż latać na szmacie. Nie powiem, miło się patrzy na instagramowe czy parentingowe zdjęcia pięknych skandynawskich wnętrz, ale tak się wtedy zastanawiam, czy w nich ktoś mieszka? Motto mojej przyjaciółki brzmi: „Dom to nie muzeum” i wolę czuć w nim zapach drożdżowego ciasta niż płynu dezynfekującego 🙂

    • Miałam bardzo podobnie 🙂 Za ogarnianie mojego biurka zabierałam się przed nauką do ważnego egzaminu. W czasie sesji miałam największą ochotę na sprzątanie. Nawet krążył taki obrazek „jeszcze tylko pozamiatam pustynię i idę się uczyć”. Wyobrażam sobie, że przy dzieciach wszystko się zmienia. Zgadzam się z opinią twojej przyjaciółki 🙂

  • Happy Place

    Ciekawy temat 🙂 Ja zdecydowanie jestem za porządkiem – bałagan mnie irytuje i najzwyczajniej w świecie nie pozwala mi odpocząć. Blisko mi do minimalizmu, ale nie wizualnego, lecz tego praktycznego – nie gromadzę zbędnych przedmiotów, nowe produkty kupuję najwcześniej wtedy, gdy stare zbliżają się do końca, ale z drugiej strony lubię też przedmioty, których jedyną rolą jest ładnie wyglądać. Jak zwykle wskazany jest umiar 🙂 Pozdrawiam!

    • Twoje mieszkanie jest bardzo artystycznie urządzone. Pojawiają się różne kolory i wzory – coś co bardzo lubię. Przy takich wnętrzach faktycznie trzeba uważać z liczbą przedmiotów.

  • Jestem osobą, która uwielbia układać, porządkować, segregować. Nawet, gdy wiem, że to „tylko na chwilę” – sprawia mi to olbrzymią frajdę i działa uspokajająco.
    Wiem jednak, że bałagan też tak do końca zły nie jest. I pozwalam sobie na bałaganiarstwo (by potem mieć co układać i sprzątać;)). Wychodzę z założenia, że wszystko w granicach normy – nasz dom czy mieszkanie są po to, by nam służyć. Jesteśmy żywymi istotami, więc i nasze pomieszczenia powinny żyć – a nie udawać muzealne eksponaty 😉

  • Lubię porządek ale jestem bałaganiarą. Często nie odkładam rzeczy na miejsce i po kilku dniach trzeba zająć się sprzątaniem. Ciągle z tym walczę. Zazdroszczę osobom, które są uporządkowane.

    • Ja też z tym walczę, ale czasem o tym zapominam. Bałagan robi się bardzo szybko, nawet nie wiadomo kiedy, a sprzątać trzeba dwa razy dłużej.

  • Cóż…u mnie zawsze był kontrolowany chaos, ale od pewnego czasu staram się nad nim zapanować… 😉

  • Ciągle nie mam czasu na sprzątanie a mój Narzeczony już kiedyś chciał wynająć sprzataczke. Jesli odkladamy rzeczy na miejsce jest dobrze i ogolny balagan spzatamy w 15 minut ale czasem sa dni ze nie mamy czasu i siły na sprzątanie wtedy jest już gorzej. Ale ogólnie mały bałagan mi nie przeszkadza 🙂

    • Też to kiedyś słyszałam. No niestety czasem zdarzają się nam gorsze momenty 🙂

  • złoty środek – sprawdza się i tutaj, nie dla pedantyzmu, ale też nie dla zarastania brudem, wszelkie formy pośrednie, które akceptowane są przez dwie osoby – parę – są ok. Gorzej gdy osoba, z którą mieszkamy ma inne podejście do tematu niż my…wtedy zaczynają się schody

  • Właśnie, złoty środek. Nie ma co przesadzać, w końcu w drugą stronę też można przesadzić…

  • Sterylny porządek dobrze się sprawdza… na sali operacyjnej 😛 A idealnie wysprzątane, minimalistycznie urządzone wnętrza kojarzą mi się z bezosobowymi pokojami hotelowymi.
    Ja bałagan dookoła siebie robię błyskawicznie, do perfekcyjnej pani domu mi bardzo daleko… ale też wcale mi nie zależy, żeby się w tym kierunku zmieniać. Mieszkanie jest dla mnie, a nie ja dla mieszkania.

  • Ja uważam, że jeśli bałaganiarz się w swoim chaosie odnajduje to nie ma w tym nic złego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy bałaganiarz musi funkcjonować razem z sobą, która zawsze ma w życiu wszystko pukładane 🙂

  • Ja niestety cierpię na pedantyzm więc o bałaganie mowy nie ma. Coraz trudniej teraz z małym dzieciem na pokładzie i sama zaczynam się czasem zastanawiać czy to warto tak sprzątać i sprzątać i sprzątać…